HISTORIA WIĄZOWSKIEJ STRAŻY POŻARNEJ

 

Już od niepamiętnych czasów ludność organizowała się w obawie przed niszczycielskimi pożarami. Jak ogromny i tragiczny to żywioł przekazuje zachowane do dzisiaj powiedzenie „boję się (ciebie, tego) jak ognia”. Z historii wiemy, że wiązowski ratusz (jeszcze drewniany) dwukrotnie ucierpiał wskutek pożarów. Podobny los w średniowieczu spotkał kościół parafialny w Wiązowie. Już przed wiekami po wsiach i miastach nocami krążyły patrole zwane wachtami złożone z mieszkańców, którzy mieli wypatrywać niebezpieczeństwa i natychmiast wszcząć alarm. Z czasem pojawiły się wyspecjalizowane jednostki straży pożarnej złożone z ochotników, ale tu już nastąpiła pełna organizacja.

STRAŻ POŻARNA PRZED II WOJNĄ ŚWIATOWĄ

Fragment strzelińskiej kroniki z lat 20-tych XX wieku : Straż pożarna w Wiązowie była bardzo wspierana przez burmistrza Bullę, który sam przez wiele lat był powiatowym komendantem straży pożarnej.

W Wiązowie szkolono do pomocy przy gaszeniu pożarów wszystkich obywateli miasta płci męskiej z wyjątkiem duchownych i lekarzy- szkolonych jako straż zawodową.


W ochotniczej straży pożarnej, która posiada dużą siłę bojową, na wymienienie z nazwiska zasługują sprawdzeni strażacy, którzy stawiali się jako pierwsi podczas akcji- Karl Christian, Richard Schipke i August Urner. Za rządów burmistrza Alfonsa Altmanna powstał zmotoryzowany oddział straży pożarnej i nowy, większy budynek przy ulicy Brzeskiej (obecnie 1-go Maja) w części miasta zwanej Półwioskiem. Zostały też powiększone zbiorniki przeciwpożarowe w Biskupicach i Półwiosku. Z uzyskanych przy tym hałd ziemi usypano górkę (obecnie ul. Staszica) według planu mistrza ślusarskiego Paula Stenzela, która służyła młodzieży do zjeżdżania na sankach.

ODRODZENIE POWOJENNE

Po zakończeniu wojny Wiązów ponownie znalazł się w granicach dawnej piastowskiej Polski. Pionierzy, przeważnie repatrianci z Kresów zadbali też o bezpieczeństwo pożarowe. Powstała Ochotnicza Straż Pożarna mająca do dyspozycji okazałą remizę. Założycielem nowej polskiej straży był Seweryn Lichota, który już w 1931r. został strażakiem w swojej rodzinnej wsi Horyszew k. Zamościa.

W tym pierwszym okresie do organizowania straży aktywnie włączyli się: Marcin Konopka, Stanisław Ratańczuk, Roman Korpowski. Wprawdzie remiza była, ale sprzęt trzeba było siłą odbierać od szabrowników. Zwrot zagrabionych węży Lichota omal nie przypłacił życiem. Takie to były czasy. Pompę dopiero po korowodach odzyskano od Rosjan. Jednostka się rozrastała. Doszli kolejni repatrianci- ochotnicy: Ignacy Lis, Władysław Kabała, Stanisław Dobrzański, Bogdan Tatarek (wieloletni prezes), Wojciech Bijak (długoletni komendant), Jan Mierzwiak, Stanisław Bijak, Zygmunt Bagiński, Stanisław Ratańczuk, Tadeusz Pogoda, Wojciech Pąklak. Długoletnim kierowcą był Stanisław Karpiński, który legitymację członkowską otrzymał 01.01.1951 r.


Jeździł brytyjskim Bedfordem, rosyjskim Gazem, a w 1952 r. przesiadł się do nowego Stara. Po kilkunastu latach do OSP Wiązów wstąpiło kolejne pokolenie, niekiedy synowie pierwszych strażaków jak: Leszek Lichota, Piotr Karpiński, Jan Pąklak, Zenon Dobrzański oraz inni: Tadeusz Filar, Tadeusz Augustyn, Zenon Majerczyk, Piotr Domagała, Henryk Dembiński, Bogdan Jaworski, Czesław Klimek, Stanisław Kapusta, Marek Wojtowicz. Strażacy w walce z żywiołem ciągle narażają swoje życie i zdrowie. Właśnie podczas dojazdu na akcję w 1986 r. zginął w tragicznym wypadku kierowca Marian Dubaniowski a kilku zostało rannych. Taka to niebezpieczna służba. Również w Biskupicach po wojnie próbowano powołać jednostkę straży pożarnej. W budynkach folwarcznych osiedlono rodziny przybyłe ze wsi Chłopy k. Komarna woj. lwowskie. Motorem wszelkich poczynań był niezmordowany Mieczysław Wandycz. On to wynalazł jedyne niespalone pomieszczenie na terenie folwarku z przeznaczeniem na tymczasową remizę. Myślano o budowie nowej- wylano nawet fundamenty. Wandycz sprowadził sobie tylko znanym sposobem pompę i węże, a miejscowi chłopi użyczali swoich koni do ciągnięcia popularnej sikawki. Była i syrena- najpierw ręczna następnie już na prąd.

Do straży w Biskupicach należeli: kuzyni Zbigniewowie Tenetowie, Franciszek Harhala, Jan Mierzwiak, Stanisław Bijak, Józef Cygan, Zbigniew Harhala, Bolesław Bober, Edward Michułka. Kiedy w roku 1965 mieszkańców zabudowań folwarcznych przeniesiono do Księżc straż upadła. Ci co pozostali nadal w Biskupicach przenieśli się do jednostki w Wiązowie. Wiązowscy strażacy co roku maszerują spod remizy do kościoła w Starym Wiązowie, który nosi imię ich patrona św. Floriana w jego święto- 4-go maja. Warto przypomnieć, że strażacy biorą udział nie tylko w akcjach bojowych czy szkoleniach ale uczestniczą w licznych zawodach sprawnościowych. Wiązowianie bardzo często wracali z nich z pucharami, które stoją w świetlicowej gablocie. Przed wojną niemieccy mieszkańcy Starego Wiązowa również posiadali ochotniczą straż pożarną. Nowi mieszkańcy tej wsi reaktywowali jednostkę. Po Niemcach pozostała niewielka remiza mogąca pomieścić osławioną sikawkę zaprzęganą w konie. Użyczali ich na przemian miejscowi chłopi: Motyl, Prorok, Wawrzyniec, Baśkiewicz. Pozostały również strażackie węże. Konna pompa do dzisiaj stoi w remizie usytuowanej tuż przy zbiorniku przeciwpożarowym. Do starowiązowskiej straży należeli oprócz wspomnianych: Marian Kijak, Florian Bator, Stanisław Prorok, Waldemar Gołąb, Marcin i Roman Zabłoccy, Kazimierz Stanecki, Roman Słoński, Stanisław Worobiec, Stanisław i Jan Winniccy, Edward Dołęga, Piotr Dębowicz, Andrzej Semenowicz, Dariusz i Waldemar Ratajowie, Bogusław Woroniecki, Rafał Kłósek, Sławomir Gryfik, Adam Ewiak, Julian Zabłocki, Paweł Gołąb, Edward Maziak. Przed kilku laty definitywnie rozwiązano jednostkę, ale dawnych strażaków ze Starego Wiązowa można jeszcze zobaczyć w mundurach galowych podczas święta św. Floriana

 

Opracował: Wiesław Mrówka
Tłumaczenie: Elżbieta Żuławińska
Źródło: http://www.milosnicywiazowa.pl/

Comments are closed.